Mariusz „MANOLO” Linke – wywiad

Mariusz „MANOLO” Linke – wywiad

Jest prekursorem polskiego BJJ, to pierwszy czarny pas tej dyscypliny sportowej w Polsce i w Europie Wschodniej. Założyciel klubów Linke Gold Team”.
Według mnie najlepszy polski sportowiec, o czym mogą świadczyć dziesiątki zdobytych przez niego medali
podczas najważniejszych zawodów brazylijskiego jiu jitsu na całym świecie.
FightExpert: Co oznacza MANOLO?
Mariusz Linke: Koledzy nadali mi taką ksywkę. W filmie Scarface – Człowiek z blizną, w którym Al Pacino gra główną rolę, jego przyjacielem jest ochroniarz Manolo, człowiek bezwzględny, który nie zna litości. Koledzy stwierdzili, że z charakteru jest podobny do mnie i tak do mnie przylgnęło to imię. Praktycznie od początku, kiedy zacząłem trenować w Brazylii, czyli od 2002 roku, również tam wszyscy tak mnie nazywali i tak już zostało. Można powiedzieć, że jest to moje drugi imię.

Kiedy zacząłeś trenować brazylijskie jiu jitsu, jak to się zaczęło?
W sumie trudno określić, od kiedy trenuję brazylijskie jiu jitsu. Od 1976 roku trenowałem judo, w którym sporo osiągnąłem. Występowałem również w kadrze narodowej. BJJ było niejako naturalną konsekwencją wyboru mojej drogi sportowej. Jeszcze w czasach gdy startowałem w judo, już trenowałem BJJ. W 1999 roku pojechałem na Akademickie Mistrzostwa Polski w judo. Wygrałem, jeśli dobrze pamiętam, w kategorii do 100 kg. Wtedy właśnie zacząłem rozglądać się za możliwością trenowania BJJ. W jakimś artykule przeczytałem, że w Poznaniu jest takie miejsce, więc tam pojechałem i tak zacząłem trenować z Karolem Matuszczakiem, ale zaznaczam też, że nigdy nie porzuciłem judo, które trenuję do tej pory. Uważam, że brazylijskie jiu jitsu i judo mają wspólne korzenie i się uzupełniają, w końcu BJJ wywodzi się z judo właśnie. Rodzinę Gracie też na początku uczył judoka, a brazylijskie jiu jitsu było nawet nazywane brazylijskim judo. Gdy oglądałem pierwsze walki UFC byłem przekonany, że Royce Gracie jest judokom, co mnie osobiście bardzo cieszyło. W tamtych czasach toczył się spór o to, czy chwyty w realnej walce się sprawdzają, a same walki MMA czy Vale Tudo wyglądały inaczej niż teraz. Sędzia nie przerywał pojedynku, gdy ten toczył się zbyt długo w parterze, który był wtedy bardziej dominujący, niż jest teraz. Dziś prawie każdy zawodnik UFC ma minimum purpurowy pas BJJ, więc rywalizacja wygląda inaczej.

Brazylijskie jiu jitsu nie było jednak wtedy tak popularne, jak dzisiaj, więc nie było chyba zbyt wielu miejsc w Polsce gdzie, można było trenować?
Był Karol Matuszczak, który miał niebieski pas. Jeździłem do niego na treningi ze dwa razy w miesiącu. Robiliśmy sparingi i tak uczyłem się BJJ. Dodatkowo moim trenerem judo był Lech Morus, który specjalizował się w walce parterowej, dzięki czemu miałem już bazę. Moim największym problemem na początku było to, że gdy schodziłem do pozycji bocznej, to nie wiedziałem co dalej robić. W judo wystarczyło do niej dojść, przytrzymać tak przeciwnika trzydzieści sekund i to kończyło walkę. Natomiast w brazylijskim jiu jitsu gdy dochodziłem do pozycji bocznej lub byłem w dosiadzie, to nie wiedziałem co dalej, bo w judo już się tego nie uczyłem. W BJJ taka pozycja to właściwie dopiero początek i trzeba jeszcze w jakiś sposób to skończyć. Miałem też spory problem z dźwigniami na nogi, które były dla mnie zupełną nowością. Nie wiedziałem jak je stosować ani jak się przed nimi bronić. No i ostatnia sprawa, w judo w momencie zagrożenia przechodzi się do tak zwanego żółwia, bo sędzia wtedy podnosi walkę do góry, tutaj musiałem się wyzbyć tego nawyku, który miałem wpajany praktycznie od dziecka.

Masz jakąś ulubioną technikę kończącą?
Bardzo dobrze czuję się w pozycji bocznej. Jak tylko uda mi się ją zdobyć to, mimo że mam już swoje lata zawodnicy, z którymi walczę, twierdzą, że jest „betonowa”. Poza walką z pozycji bocznej, lubię również walkę z pleców – klucze i zegarowe duszenia są moimi wizytówkami. Teraz mogę o sobie spokojnie powiedzieć, że jestem zawodnikiem BJJ. Kiedyś uważałem siebie za zawodnika judo, ale teraz w głowie mam głównie brazylijskie jiu jitsu.

Gi czy NoGi – co wolisz?
Nie lubię walczyć bez kimona. Walczę jednak wszędzie i nawet nieźle idzie mi również w No Gi„. Dwa lata temu uplasowałem się na pierwszej pozycji w rankingu czarnych pasów, w kategorii senior 2, bez kimon. Uważam to za mega osiągnięcie.

Medali i tytułów zdobytych masz bardzo dużo, ale czy jest coś, co szczególnie doceniasz w swojej karierze sportowej?
Tak naprawdę moje wyniki sportowe przerosły moje marzenia. Jakieś dwa lata temu liczyłem moje medale i miałem ich wtedy chyba około 70 i mówię tutaj tylko o tych najważniejszych z Mistrzostw Europy, Świata i Pan American. Natomiast każda walka jest dla mnie ważna. Na przykład w tym roku przeciwnikiem, którego pokonałem był Ailson Jucao Brites. Jest to dla mnie wielkie wyróżnienie, bo gdy zaczynałem trenować, to on był już dawno czarnym pasem i prawdziwą legendą. Takie zwycięstwo to taka wisienka na torcie. Natomiast to, co uważam za swoje największe osiągnięcie, to to, że jestem czarnym pasem od Jorge „Macaco” Luisa Patino. Na dodatek Macaco oficjalnie mówi, że jestem jego najlepszym czarnym pasem. Gdy do niego pojechałem w grudniu 2002 roku, miałem wtedy biały pas, byłem obcokrajowcem, gringo, który stał na samym końcu linii, za wszystkimi innymi. Po 14 latach słyszę od Macaco, człowieka poważanego na całym świecie, nie tylko w BJJ, ale również w MMA, słowa o tym, że jestem jego najlepszym czarnym pasem. Myślę, że te słowa i to, że Macaco jest moim przyjacielem, są dla mnie najważniejszymi osiągnięciami w mojej karierze.

Czy możesz opowiedzieć o swoich nominacjach na niebieski i czarny pas w BJJ? Wiem, że z tymi pasami łączą się bardzo ciekawe historie.
Tak naprawdę nigdy nie miałem niebieskiego pasa. Byłem posiadaczem czarnego pasa w judo i w Europie startowałem w zawodach BJJ dla pasów purpurowych i wyższych. Jednak w 2002 pojechałem do Brazylii z białym pasem. „Macaco” kazał mi walczyć w turnieju w San Paulo, podczas których walczyłem w białych pasach i tam wygrałem, następnie w niebieskich i również wygrałem, a na koniec w purpurowych i tam zdobyłem trzecie miejsce. Czułem, że mogłem wygrać, ale byłem już tego dnia wykończony.
Ostatniego dnia mojego pobytu w Brazylii (samolot miałem o godzinie osiemnastej), koło dwunastej byłem jeszcze na treningu, a „Macaco” powiedział mi, że będę miał „Samuraj Test”. Bardzo słabo znałem wtedy angielski, więc odparłem, że ja to się urodziłem samurajem (śmiech). Ale tak naprawdę dostałem wpiernicz i Macaco nadał mi – od razu po białym, purpurowy pas.
Posiadaczem czarnego pasa stałem się bardzo szybko. Pierwszy raz u „Macaco”, jak już mówiłem, byłem w roku 2002 w grudniu, a w styczniu 2006 po Mistrzostwach Europy w Lisbonie, gdzie w brązowych pasach wygrałem w „Absoluto”, pojawiła się informacja na jego stronie internetowej, że zostałem czarnym pasem. Fizycznie pas otrzymałem dopiero w maju. W sumie jednak szanse na czarny pas miałem już rok wcześniej. W marcu 2005 roku startowałem w Brazylii i „Macaco” powiedział mi, że jak wygram będę promowany na czarny pas. Niestety byłem wtedy trzeci. Później walczyłem jeszcze raz w lipcu, jednak w brązowych pasach zdobyłem drugie miejsce, a w „Absoluto” trzecie. Choć „Macaco” wiedział, że w finale zostałem nieco oszukany przez sędziów, to jednak mój czarny pas wtedy odpłynął.

Dodajmy od razu, że jesteś pierwszym czarnym pasem w Polsce.
Pierwszym w Polsce i pierwszym w Europie Wschodniej. Miło jest zapisać się w historii. Gdy zaczynałem trenować, coś takiego nawet nie przyszłoby mi do głowy. Cieszę się, że los skierował mnie do „Macaco”. Gdy wyjeżdżałem do Brazylii, wszyscy namawiali mnie, żeby jechać do Fernando Terere Augusto. Ja jednak widziałem wcześniej zdjęcia „Macaco” i wybrałem jego, bo jego oczy jakoś mi się spodobały. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Dziś nie wyobrażam sobie, że mógłbym otrzymać czarny pas od kogoś innego. „Macaco” ma też takie cechy charakteru, które ja bardzo cenię.

Teraz też Ty możesz nominować na czarne pasy, ile już ich nadałeś i czy nominowałeś tylko Polaków?
Na razie nadałem czarne pasy jedynie Polakom. Mam też filię klubu w Szkocji i tam również nadałem czarny pas, ale również Polakowi. W tej chwili nie pamiętam ile czarnych pasów nadałem, ale na pewno ponad 20. Generalnie możliwość nadawania czarnych pasów otrzymuje się wraz z otrzymaniem drugiej belki na własnym czarnym pasie. Aktualnie mam ich trzy. Są różne kryteria nadawania pasów i zależą również od tego, jakim człowiekiem jesteś. Jeśli chodzi o moje spojrzenie na tę kwestię, to uważam, że nie musisz być mistrzem, ale ważne żeby jiu jitsu było w tobie, żebyś żył BJJ. Nie każdy przecież może być mistrzem świata. Ja uważam, że jeśli ktoś trenuje i jest na sali na każdym jednym treningu, to dlaczego nie miałby być nominowany. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś zawsze się stara, ciężko trenuje, pomaga innym, ale nie wychodzi mu na zawodach, to trudno, taki los. Jednak jeśli widzę, że jiu jitsu jest w nim i jest jego sposobem na życie, to jak najbardziej zasługuje on na to, by być czarnym pasem.

Potrafisz przywieźć z jednych zawodów 3, a nawet 4 złote medale – jak ostatnio z Rzymu. Jednak w żadnych – nazwijmy to „mainstreamowychmediach – nie ma nawet wzmianki o tym. Czy nie masz trochę żalu, że brazylijskie jiu jitsu i Twoje osiągnięcia są pomijane przez główne media?
Tak się dzieje nie tylko w BJJ. Są też inne dyscypliny sportu, o których nie ma mowy w telewizji. Weźmy na przykład zapaśników – dyscyplina olimpijska. Powiedz mi ilu zwykłych szarych obywateli zna zapaśników, nawet olimpijczyków, którzy zdobywają medale. Delikatnie rzecz ujmując: szału nie ma. BJJ w Polsce jest bardzo popularne wśród ćwiczących, przecież na mistrzostwa Polski przyjeżdża masa ludzi, a na Mistrzostwa Europy przyjeżdża nawet 4 – 5 tysięcy zawodników, to są mega imprezy sportowe. BJJ nie jest tylko jeszcze tak bardzo popularne w mediach w Polsce. Ale gdy wyjeżdżam do USA albo Brazylii, to pojawiają się tam o mnie informacje w prasie, w TV i w internecie, bo jestem tam dość znany. W internecie powstała encyklopedia BJJHeroes, w której można poczytać o największych postaciach BJJ i ja również tam jestem. Nie czuję się jednak jakoś szczególnie pominięty przez polskie media. Oczywiście miło jest widzieć, że ktoś cię docenia, że docenia twoje osiągnięcia, ale nie czuję frustracji z tego powodu, że ktoś jest ode mnie bardziej popularny. Takie życie. Cieszę się, że dopisuje mi zdrowie – mimo, że jestem właśnie po drugiej operacji kolana i różne myśli przychodzą mi do głowy – i że nadal mogę trenować i walczyć. Treningi i walka są dla mnie najważniejsze. Media to sprawa zdecydowanie drugorzędna.

Czy nie wydaje Ci się, że gdyby media wspominały o BJJ i o Twoich osiągnięciach, to byłoby wtedy łatwiej, chociażby o sponsorów?
Rzeczywiście to jest problem. Oczywiście jakieś pieniądze zarabiam, ale żeby pozwolić sobie na wyjazdy, trzeba mieć sponsorów. Bez nich nie dałbym rady jeździć na zawody. Przykładowo: Mistrzostwa Europy wiążą się z kosztami około 3 tysięcy złotych. Stąd też moje poszukiwania sponsorów, ponieważ chcę jeździć na zawody i zdobywać medale dla Polski. Fajnie przecież jest jak Polacy zdobywają medale i są zauważani na świecie. Jednak problem sponsoringu dotyka również, tak jak mówiłem wcześniej, inne dyscypliny. W judo czy zapasach, tak samo muszą szukać sponsorów. Wbrew pozorom tak samo jest również w piłce nożnej. Oczywiście nie mówię tu o pierwszej lidzie, w której są ogromne pieniądze, ale spójrzmy na najmłodszych. Jak dziecko chce trenować to bez rodziców i ich pieniędzy nic by z tego nie było. Dużo się mówi o tym, że nie osiągamy tak dobrych wyników na olimpiadzie, jak inne kraje. Kwestia pieniędzy ma tu ogromne znaczenie, ale nie tylko. Kiedyś, jak jeszcze byłem młodym chłopakiem, żeby móc pojechać np. na Mistrzostwa Polski trzeba było najpierw wygrać „strefy” czyli mistrzostwa pięciu – sześciu województw. Wtedy wyjazd na takie mistrzostwa oznaczał, że ktoś jest naprawdę mega dobrym zawodnikiem, a teraz ja jako 46-letni gość, jadę na Mistrzostwa Polski wykupując jedynie licencję. Tak to teraz wygląda.

Jak oceniasz poziom brazylijskiego jiu jitsu w Polsce?
Uważam, że polskie BJJ jest na poziomie „topowym”. Jesteśmy w czołówce czarnych pasów w Europie i jestem bardzo szczęśliwy patrząc na to, jak to wszystko się rozwija, mając świadomość tego, że jestem prekursorem BJJ w naszym kraju. Zmiany, które zaszyły przez ostatnie 12 – 13 lat są niesamowite! To jest taka pozytywna masakra. Każdemu polskiemu zawodnikowi zawsze kibicuję i tylko czekam na pierwszego Polaka, który zdobędzie złoty medal na mundialu i myślę, że to już niedługo nastąpi.

Walczyłeś również w MMA, czy była to chęć sprawdzenia własnych możliwości, czy może forma skonfrontowania brazylijskiego jiu jitsu z innymi sztukami walki?
Myślę, że bardziej chciałem się sprawdzić. Gdy zacząłem trenować BJJ miałem 30 lat i mogło się wydawać, że cała moja sportowa kariera jest już za mną. W MMA zawalczyłem po raz pierwszy w 2001 roku. To była praktycznie pierwsza oficjalna walka w Polsce, określana jeszcze mianem vale tudo, a nie MMA. Można było walczyć w rękawicach, ale ja walczyłem bez rękawic. Wszystko było dozwolone, nie było limitów wagowych, sama walka odbyła się podczas gali bokserskiej, a zainteresowanie nią było ogromne. Szczecińska publiczność dopisała wypełniając całą halę, a gdy walka się skończyła i zostały tylko walki bokserskie, prawie wszyscy ją opuścili. Tak jak mówiłem, to była chęć sprawdzenia siebie, taka przygoda, która zakończyła się dla mnie bardzo fajnie, bo dane mi było zmierzyć się z jednym z rodziny Gracie. Mając 40 lat, ktoś nagle pisze do mnie maila z propozycją walki z Gregor Gracie. Skorzystałem z tej okazji, szczególnie że wcześniej mogłem o nich jedynie czytać, a tym razem miałem walczyć. Zdawałem sobie oczywiście sprawę z tego, że nie jestem faworytem starcia. Wiedziałem, że na 30 walk z nim, zapewne przegrałbym 29. Liczyłem jednak na to, że to będzie właśnie ta jedna walka, którą wygram. Wierzyłem, że pokonam Graciego i sprawię sensację, ale niestety nie udało się. Byłem wtedy załamany, ale teraz patrzę na to inaczej, cieszę się, że mogłem być częścią tego wszystkiego i spełniałem swoje marzenia, a to jest dla mnie najważniejsze. Pamiętam, że kiedyś jak mówiłem o swoich planach, ludzie pukali się w czoła i nie wierzyli, że mi się uda. A jednak walczyłem w klatkach, na ringach, walczyłem w Brazylii i w Stanach. Nie spodziewałem się tego i cieszę się, że mi się udało.

Jesteś zwolennikiem treningów przez siedem dni w tygodniu. Czy nie wydaje Ci się, że jednak organizm potrzebuje odpoczynku – nie obawiasz się przetrenowania?
Bardzo często dyskutuję o tym ze swoimi zawodnikami, którzy mówią o przetrenowaniu. Ja jednak nie umiem inaczej żyć, jestem z takiej szkoły właśnie, bo mój trener judo wpoił mi takie podejście. Mimo że mam 46 lat nadal się tym pasjonuję, jeszcze się nie wypaliłem. Uwielbiam trenować, bo bez treningu nie potrafię funkcjonować. Uważam też, że jeśli chodzi o sztuki walki nie da się wszystkiego łatwo zaprogramować, ustalić, że tak i tak będzie dobrze, jak to jest w niektórych dyscyplinach. W sztukach walki o sukcesie decyduje nie tylko fizyczność, ale także łamanie barier psychicznych. Jest taki moment w walce, że żaden z zawodników nie ma już siły i wygrywa ten, który nie pęknie. Wiadomo, że takie podejście i treningi są męczące dla organizmu, ale budują też psychikę zawodnika. Wykuwają jakby w stali i w sytuacji ekstremalnej, w której jest potrzebna mocna psychika, to takiemu zawodnikowi jest się trudniej poddać, bo jest lepiej pod tym względem przygotowany. Być może o to właśnie chodzi w sztukach walki. Czy to jest złe, czy dobre, tego nie wiem. Mi to odpowiada i zawsze staram się zaszczepić takie podejście w moich zawodnikach: trenuj jak najwięcej i nigdy się nie poddawaj.

Po ostatniej operacji kolana praktycznie od razu wróciłeś do treningów, rzeczywiście nie umiesz bez tego żyć.
Jak się wymaga od innych, to trzeba również wymagać od siebie. Albo, przede wszystkim należy wymagać od siebie, żeby móc wymagać od innych. Nawet jak coś cię boli, to oczywiście nie mówię zasuwaj pełną parą, ale przyjdź na salę, porób brzuszki, pooddychaj tym powietrzem.
Dam przykład: mamy teraz wakacje i gro ludzi ma wolne praktycznie do końca sierpnia, we wszystkich klubach jest mniejsza frekwencja. Wytłumacz mi dlaczego? Przecież w tym momencie powinno być więcej ludzi, bo nie mają nic innego do roboty. Nawet jeśli imprezują, to przecież impreza jest wieczorem i nie jest codziennie. Większość trenujących jest przecież studentami lub uczniami. Ci co pracują przychodzą regularnie, bo oni chcą to robić. A młodzi dużo mówią. Marzą też o tym, żeby pojechać do Brazylii, a ja się pytam: po co? Przecież teraz mamy Brazylię tutaj. Wystarczy pojeździć po moich klubach Gold Team. Zapewniam, że będzie to świetna wycieczka turystyczna – jiu jitsu. W każdym klubie można spotkać i walczyć z naprawdę świetnymi zawodnikami i uwierz mi, nie trzeba jechać do Brazylii, bo mamy w Polsce topowych zawodników. Oczywiście, fajnie jest pojechać do Brazylii, zobaczyć, poczuć korzenie BJJ, ale nie ma już takiej potrzeby, bo mamy w Polsce wspaniałych zawodników, którzy wygrywają zawody, zdobywają medale na wszystkich imprezach, są zapraszani na seminaria i do profesjonalnych turniejów. Wracając jednak do początku pytania powtarzam: najpierw wymagam od siebie, żeby później wymagać od innych, żeby ktoś nie mógł mi zarzucić, że nie ma mnie na macie. Ja jestem codziennie na sali. Oczywiście, to jest teraz moja praca, z tego się utrzymuję, ale mógłbym przecież siedzieć z gwizdkiem jak na lekcjach wuefu w szkole i mówić: zrób to, zrób tamto. Jednak nie o to chodzi. Ja jestem pedagogiem, który pokazuje sobą, że sztuki walki to nie tylko sport, ale również forma spędzania wolnego czasu. Tak jak Helio Gracie, który praktycznie do samej śmieci był aktywnym zawodnikiem. I właśnie z takich ludzi należy brać przykład, a nie z takich, którzy się wypalają i chcę jedynie „trzepać” kasę. Ja chcę pokazywać, że treningi, to sposób na życie. I tu wrócę do tego, co mówiłem o czarnych pasach. Taki człowiek nie musi być sportowcem wyczynowym, ale wystarczy, że przychodzi regularnie, trenuje i żyje tym.

Ile obecnie klubów Gold Team jest w Polsce?
Gold Team-ów jest ponad 20, może ponad 25… w tej chwili już nawet sam nie wiem (śmiech). Te wszystkie kluby są filiami mojego… ale zacznijmy od początku: byłem założycielem klubu Berserkers, który był tak naprawdę pierwszą filią „Macaco”, ale kiedy odszedłem, żeby stworzyć Linke Gold Team, Berserkers przestali też być jego filią. Później wszystkie inne filie były już dziećmi Linke Gold Team i tak już zostało. Dzięki temu mogę przedstawiać swoją wizę BJJ, ale i też pokazywać chłopakom, którzy przychodzą na treningi inną drogę, bo niestety młodzi ludzie czasami mają tendencję, że tak powiem, do przechodzenia na ciemną stronę mocy. Ja staram się być takim pedagogiem, który nie tylko wymaga osiągnięć sportowych, ale również uczy, jak być lepszym człowiekiem, na bazie mojego doświadczenia oczywiście. Miło jest jak spotykamy się na obozach, na których bywa nas ze 100 osób. Gdy na seminariach był „Macaco”, pojawiało się nawet 250 osób. Właśnie podczas obozów czy seminariów mogę spotkać się z ludźmi ze wszystkich filii i mogę przekazać moją wizję i wiedzę. Lubię, gdy mamy możliwość takiego bezpośredniego spotkania i nawiązania relacji z zawodnikami. Gdy otwieram nową filię, to jednym z wymogów jakie sobie stawiam jest bycie tam przynajmniej raz na pół roku. Lubię i chcę wiedzieć, jak się trenuje na miejscu, jak działa filia i jak to wszystko tam wygląda.

Twoje dzieci również trenują brazylijskie jiu jitsu, był to ich wybór czy coś podpowiadałeś?
To był ich wybór, a i tak prawie nikt w to nie wierzy. Córka zaczęła chodzić na matę, gdy miała 3,5 roku. Była wtedy grupa dla dzieci od 3 do 6 lat i Bianka poczuła moc i chciała trenować. Wcześniej prowadzałem ją na tańce i inne zajęcia, ale okazało się, że przyszła na salę i trenuje. Jedyne czego od niej wymagam, to to, że musi chodzić na treningi minimum 3 razy w tygodniu. Jednak jeśli kiedyś zdecyduje, że nie chce trenować, to nie ma problemu. Natomiast dopóki trenuje, musi to robić regularnie. Chcę ją nauczyć systematyczności. Bywa oczywiście ciężko, bo gdy koleżanki i koledzy gdzieś wychodzą, ona musi iść na trening. Z drugiej strony, na przykład rok temu pojechaliśmy z żoną i dziećmi na wakacje do Turcji, a później byliśmy na obozie i po powrocie dzieci powiedziały do żony: „nie obraź się mamo, ale ten obóz w Kołobrzegu to jest sto razy lepszy niż te wczasy” – więc dzieci to naprawdę lubią.

Czy uważasz więc, że BJJ może być świetną formą aktywności dla dzieci?
Oczywiście, przede wszystkim aktywności. Prowadzę zajęcia dla dzieci i muszę powiedzieć, że teraz dzieci są bardzo zaniedbane fizycznie. Kiedyś uczyłem dzieci przewrotu w przód, a teraz muszę uczyć przysiadu, to jest prawdziwy dramat. Jednak po pół roku, te dzieci są już zupełnie inne i to czy one będą zawodnikami, czy też nie, nie ma już żadnego znacznie. Ważne jest to, że rozwijają się fizycznie. Staram się jednak też pilnować, aby rozwijały się intelektualnie. Zawsze tłumaczę, że nie chodzi o to, żeby mieć wielkie mięśnie, ważne jest, żeby też czytać książki. Cieszę się, że mam taką możliwość wpłynięcia na dzieciaki, bo nieraz ciężko jest dotrzeć rodzicom do dzieci, a jednak trenerowi jest trochę łatwiej. Moi rodzice na przykład w ogóle nie wchodzili w kompetencje trenera, ale konsultowali z nim pewne sprawy, a ja o tym nawet nie wiedziałem. Ja też byłem dość niesfornym dzieckiem, ale udało mi się wyjść na prostą.

Ty osiągnąłeś już bardzo wiele w tym sporcie, twój brat również. Twoje dzieci to już kolejne pokolenie rodziny Linke w brazylijskim jiu jitsu. Czy zatem nazwisko Linke będzie znaczyło tak wiele – w przyszłości – w świecie BJJ jak na przykład nazwisko rodziny Gracie?
No może nie jak Gracie, ale chciałbym, żeby nazwisko Linke też coś znaczyło. Kiedyś jak jeździłem do Szkocji na seminaria, to miałem dwóch, trzech zawodników. Ostatnio było ich 450 i powiem ci taką ciekawostkę – oni uczą się języka polskiego, bo to dla nich synonim brazylijskiego jiu jitsu. Dla nich brazylijskie jiu jitsu jest powiązane bardzo ściśle z Polską, jesteśmy dla nich teraz jakby pionierami. Zatem być może moje nazwisko kiedyś będzie coś znaczyło, ale na pewno nie to, co Gracie. To oni przecież stworzyli brazylijskie jiu jitsu i powinniśmy im być za to wdzięczni, ja na pewno jestem, bo mam to, co kocham.

Jak długo zamierzasz jeszcze być czynnym zawodnikiem i startować w zawodach?
Z kolanem jest coraz lepiej, więc zobaczymy. Może jeszcze jedną walkę w MMA chciałbym stoczyć, ale trudno powiedzieć coś konkretnego, bo wszystko zależy od zdrowia. W BJJ są też podziały na kategorie wiekowe, więc można fajnie bawić się w tym sporcie biorąc udział w różnych zawodach i czerpać z tego dużo przyjemności.

Jest jeszcze coś, co chciałbyś osiągnąć w BJJ?
Zostało mi jeszcze jedno marzenie. Muszę wygrać mundial (Mistrzostwa Świata w BJJ) …w San Paulo byłem drugi, w Rio też, a w Kalifornii trzeci, muszę wygrać w tym roku, albo w przyszłym.

Tego Ci życzymy
Dziękuję bardzo.

Czujesz się spełnionym człowiekiem – mężem, ojcem?
Nie chcę zapeszać, ale naprawdę jestem szczęśliwy. Mam wspaniałą żonę i wspaniałe dzieci. Jestem bardzo szczęśliwym i bardzo spełnionym człowiekiem. Odpukać zatem żeby nic się nie zmieniło, bo lepiej być nie może.

Czy można Cię gdzieś spotkać na seminariach poza Polską?
Tak, do Szkocji jeżdżę systematycznie od 2007 roku i w tej chwili jest tam 4 albo 5 Gold Team-ów. Te Gold Teamy to są moje filie w Europie, które bezpośrednio podlegają pod Macaco, wiadomo, że wszystkie filie podlegają pod Macaco, bo to on jest naszym szefem, wodzem, cesarzem, ale to ja te filie otwierałem.

Wiem, że znasz Cristine Cyborg, co sądzisz o tej zawodniczce?
Tak, znamy się dość dobrze. Z Cristine „Cyborg” trenowałem, jest bardzo fajnym człowiekiem i jest moją koleżanką i całym sercem jestem za nią. Poznaliśmy się jak ona miała 19, czy 20 lat. Rozmawialiśmy wtedy o naszych marzeniach… a teraz ona jest mega gwiazdą. Podobnie jak Werdum, którego również znam. Z nim poznaliśmy się na pucharze świata, spaliśmy w tym samym hotelu, w jednym pokoju. Od zawsze mu kibicowałem, czy to w BJJ czy MMA. Jego ostatnią walkę w UFC przeżywałem bardzo mocno. Ale tak to jest, że jak kogoś znasz, z kimś trenowałeś, wiesz jaka jest jego rodzina, to kibicowanie staje się strasznie emocjonalne.

Dziękuję za rozmowę.
Nie ma problemu, ja również dziękuję i pozdrawiam.

FX

Comments are closed.