Martin Lewandowski o KSW 32 – wywiad

Martin Lewandowski o KSW 32 – wywiad

Przed historyczną galą KSW: Road to Wembley – pierwszym zagranicznym wydarzeniem polskiej organizacji, rozmawiamy ze współwłaścicielem KSW – Martinem Lewandowskim między innymi o przygotowaniach do niej, początkach związanych z jej organizacją i o konkurencji na rynku brytyjskim.

Po 11 latach od pierwszej gali ruszacie za granicę. Kiedy pojawiły się pierwsze myśli o wyjściu z marką KSW poza Polskę?
Pierwsze nasze myśli były skoncentrowane na tym, że chcemy rozszerzyć naszą markę na inne terytoria. Londyn, a właściwie Anglia i USA, to były dwa rynki gdzie już intuicyjnie czuliśmy, że to są te kierunki, w których powinniśmy rozwijać nasze dalsze poszukiwania. Głównie ze względu na Polonię. Na pewno te pierwsze zagraniczne gale, frekwencyjnie muszą być w dużym stopniu oparte na Polonii, a w dalszej perspektywie dzięki Polonii możemy szukać zainteresowania wśród innych nacji.
Wracając jednak do początku – już co najmniej dwa lata temu pojawiły się pierwsze sygnały, aby wyjść poza Polskę między innymi dzięki dużemu zainteresowaniu widzów spoza Polski – powiększeniu zainteresowania naszą platformą streamin-gową. Uznaliśmy, że mamy w pewnym stopniu ograniczone możliwości budowania bazy fanów w Polsce, więc chcieliśmy powiększyć tę bazę i jeszcze pobudzić to zainteresowanie, wchodząc na kolejny rynek, który można rozwijać. Swoją przyszłość upatrujemy w tym właśnie, że zdywersyfikujemy naszą markę, w takim sensie, że będzie ona widoczna na kilku jeszcze innych rynkach jednocześnie.
Liczymy na to, że jeżeli dobrze zakorzenimy się w Anglii, to Anglicy będą oglądać również to, co się dzieje w Polsce na naszych galach, a może w przyszłości i na innych kontynentach. Zatem pójdziemy trochę w stronę, może to duże słowo, ale mocnego umiędzynarodowienia KSW.

Jak zatem przygotowywaliście się do wejścia na nowy rynek. Jak go weryfikowaliście?
Weryfikacja odbywa się na bieżąco. Współpracujemy z wieloma mediami, rozmawiamy z promotorami i zawodnikami z całego świata na temat MMA i tego, jak KSW jest postrzegane w danym kraju. Wiemy gdzie i jakie wzbudzamy zainteresowanie. Wiemy jakimi walkami to czynimy i jakimi nazwiskami. Na pewno w znacznym stopniu na to zainteresowanie wpływa również to, że jesteśmy dostępni na całym świecie dzięki – KSWTV.COM. Wszędzie gdzie jest internet, wszędzie tam można nas oglądać. Analizujemy to, gdzie docieramy, sprawdzamy z jakich krajów dokonano zakupów PPV i w jakich ilościach itp.

W Polsce teren jest już dla was znany. Znacie hale, wiecie co, gdzie i jak robić. Jak bardzo różni się to, od tego, z czym będziecie musieli się teraz zmierzyć w Londynie? O ile cięższe zadanie przed wami?
Cięższe jest o tyle, że każdego tematu i każdego aspektu musimy uczyć się niejako na nowo. Dlatego, że jest niewiele rzeczy, które możemy z Polski przewieźć. Poza całą oczywiście infrastrukturą sceniczną i częścią osobowego składu. Ale jeśli chodzi o współpracę z halą, podwykonawcami, z mediami oraz wszelkie kwestie prawne, to już zupełnie nowe wyzwanie. W Anglii panują zupełnie inne warunki określające organizację eventów. Krótko mówiąc – inny kraj, inne warunki. Trochę się czuję jakbym robił KSW7 (śmiech). Dużo czasu spędzamy na „badaniu terenu”, logistyce przedsięwzięcia, orientowaniu się, czy dany proces przeprowadzić w taki, czy inny sposób. Już np. sama współpraca z halą, która jest trzonem wydarzenia, wywróciła nam perspektywę do góry nogami, bo okazuje się, że dużo rzeczy odbiega od pierwotnego wyobrażenia. Co jednak ważne, to nie jest to coś, co nas przeraża. Musimy jednak zapomnieć na chwilę o pewnych przyzwyczajeniach, po tylu latach pracy, wypracowanych na polskim rynku. W Polsce znamy ludzi, wiemy jak wszystko działa, wiemy gdzie istnieją zagrożenia, a gdzie ich nie ma. Tymczasem w Londynie okazuje się, że wszystko od nowa trzeba samemu poskładać, wszystko musimy u podstaw na nowo wypracować.

A jak zapatrujecie się na konkurencję na rynku brytyjskim?
Zaczynamy współpracę. Od lat kontaktujemy się w przeróżnych sprawach, ale teraz nasze wejście na „ich” rynek zmienia trochę perspektywę. Znam się z przedstawicielami BAMMA i obecnie zawieszonego Cage Warriors. Nie traktuję żadnej z tych organizacji jako potencjalnej konkurencji tylko źródło korzystnej wymiany doświadczenia i wiedzy. Liczę, że oni również tak na to patrzą. Na koniec dnia to KSW ponosi największe ryzyko w związku z organizacją gali w Londynie.

A w drugą storę, jak te wspomniane organizacje zapatrują się na wasze wejście na ich rynek?
Oczekuję, że rozumieją to jako naturalną kolej rzeczy, rozwoju organizacji, że chcemy być bardziej rozpoznawalni, jako gala międzynarodowa. Zresztą zawsze staraliśmy się tacy być, bo już na pierwsze gale sprowadzaliśmy zawodników zagranicznych. Wprawdzie to byli zawodnicy ze wschodniego bloku, ale KSW nigdy nie było galą czysto „polsko-polską”. Początkowo wprowadzaliśmy zawodników ze wschodu na tyle, na ile mieliśmy możliwości finansowych, ale jak zaczęliśmy się rozrastać, zaczęliśmy zatrudniać również Brazylijczyków, Japończyków, Amerykanów, Brytyjczyków itd. Nasze wejście na rynek brytyjski daje zarówno KSW, jak i tamtejszym organizacjom duże możliwości do przepływu informacji, wypracowania wspólnych metod współpracy w nowych warunkach. Nie zamierzamy niszczyć im rynku MMA tylko go wzbogacić. Nasze wyjście do Londynu, nie ma być okazjonalne. Liczę, że będziemy wracać na Wyspy raz do roku. Natomiast nie zmienimy proporcji, nadal naszym pierwotnym rynkiem będzie Polska.

z Martinem Lewandowskim rozmawiał Jacek Łosak [FightExpert Magazine nr 1]

foto: Sebastian Rudnicki

Comments are closed.